E-mal

Adres korespondencyjny:

Kontrahent nie płaci? Facebook to nie windykacja. Plan działania krok po kroku

Zaczynamy od prostego faktu: „nie płaci” to nie strategia, to ryzyko

W branży turystycznej wszyscy to znamy: hotel, przewoźnik, agent, organizator, DMC, przewodnik, firma eventowa… współpraca idzie dobrze, sezon goni sezon, a potem przychodzi moment, w którym jedna faktura „wypadła”, druga „czeka na przelew”, trzecia „będzie uregulowana po weekendzie”. I nagle robi się cisza.

Wtedy pojawia się pokusa: napisać post na grupie, oznaczyć firmę, zebrać komentarze. To daje emocjonalną ulgę i chwilową presję społeczną. Tylko że to nie jest windykacja i zwykle nie przybliża do pieniędzy ani o dzień. Co gorsza — odwleka właściwe kroki, a czas w takich sprawach działa jak piasek w klepsydrze: po stronie dłużnika.

Poniżej masz plan, który jest „po harcersku”: krótko, konkretnie, w kolejności — i działa niezależnie od tego, czy dłużnikiem jest hotel, kontrahent transportowy, agent czy organizator. Mechanika prawna jest w praktyce bardzo podobna.


Krok 0: Uporządkuj dokumenty jak do odprawy na lotnisku

Zanim wyślesz pierwsze „przypomnienie”, zbierz w jednym folderze:

  • umowę / warunki współpracy / potwierdzenia rezerwacji,
  • faktury (numery, kwoty, terminy płatności),
  • potwierdzenie wykonania świadczenia (voucher, lista uczestników, protokół, potwierdzenie check-in/out, mail „dziękujemy za współpracę”, rozliczenie),
  • korespondencję o płatności (maile, komunikatory, notatki ze spotkań),
  • dane rejestrowe dłużnika (KRS/CEIDG, NIP, adres, reprezentacja).

Cel jest prosty: żeby w razie potrzeby wejść w tryb „sąd/egzekucja” bez nerwów i bez łatania braków.


Krok 1: Najpierw „miękko”, ale na piśmie i z terminem

Pierwszy kontakt powinien być spokojny, rzeczowy i pisemny. Telefon jest OK, ale po telefonie zawsze mail („podsumowując naszą rozmowę…”).

Minimalny szablon:

  • wskazujesz fakturę i termin,
  • prosisz o potwierdzenie daty płatności,
  • dajesz krótki termin: np. 2–3 dni robocze,
  • prosisz o informację, jeśli jest spór co do kwoty.

To ma być grzeczne, ale już „proceduralne”. Dłużnik ma poczuć, że temat jest prowadzony, a nie „rozpływa się w sezonie”.


Wezwanie do zapłaty (i dopiero tu zaczyna się powaga)

Jeżeli po krótkim terminie nie ma przelewu — wchodzisz w formalne wezwanie do zapłaty, które powinno zawierać co najmniej:

  • jednoznaczne wskazanie wierzyciela i dłużnika,
  • dokładną kwotę zadłużenia,
  • numer i datę faktury lub innego dokumentu stanowiącego podstawę roszczenia,
  • podstawę prawną lub faktyczną zobowiązania,
  • ostateczny termin zapłaty (najczęściej 7 lub 14 dni),
  • numer rachunku bankowego do zapłaty,
  • informację o naliczaniu odsetek ustawowych za opóźnienie w transakcjach handlowych (jeżeli mamy do czynienia z relacją B2B),
  • informację o możliwości dochodzenia ryczałtowych kosztów odzyskiwania należności,
  • wyraźne zastrzeżenie, że brak zapłaty spowoduje skierowanie sprawy na drogę postępowania sądowego.

To jest moment, w którym część dłużników „cudownie” odnajduje budżet.

Najczęstsze błędy w wezwaniach do zapłaty

  1. Brak konkretnego terminu zapłaty
    Sformułowania typu „prosimy o pilną zapłatę” albo „niezwłocznie” nie mają żadnej wartości dowodowej. Termin musi być konkretny i datowany.
  2. Nieprecyzyjne wskazanie podstawy roszczenia
    Wezwanie bez numeru faktury, umowy albo choćby opisu usługi utrudnia później dochodzenie roszczenia i daje dłużnikowi pole do gry na czas.
  3. Błędna lub zmieniająca się kwota
    Inna kwota w mailu, inna w kolejnym wezwaniu, inna na fakturze — to prosta droga do podważania roszczenia.
  4. Grożenie „wszystkim naraz”
    Zapowiedzi prokuratury, policji, CBA, UOKiK i Trybunału w Hadze w jednym piśmie brzmią efektownie, ale w praktyce osłabiają wiarygodność wierzyciela.
  5. Brak informacji o konsekwencjach
    Wezwanie, które nie wskazuje jasno, że brak zapłaty spowoduje skierowanie sprawy do sądu, bywa traktowane jak kolejny „uprzejmy mail”.
  6. Zbyt długie negocjacje zamiast działania
    Piąte „ostatnie wezwanie” w ciągu trzech miesięcy nie buduje pozycji – buduje przekonanie, że wierzyciel i tak nic nie zrobi.

Komentarz praktyczny: jak i kiedy wysłać wezwanie do zapłaty

Forma:

  • ustawa nie narzuca formy szczególnej,
  • wezwanie może być wysłane e-mailem, listem poleconym, a najlepiej równolegle obiema drogami.

E-mail:

  • wystarczający w relacjach B2B,
  • szczególnie skuteczny, gdy korespondencja handlowa wcześniej też była mailowa,
  • warto poprosić o potwierdzenie odczytu (choć nie jest ono konieczne).

List polecony (najlepiej za potwierdzeniem odbioru):

  • zwiększa „ciężar gatunkowy” wezwania,
  • bywa kluczowy dowodowo przy dalszych krokach sądowych,
  • przydatny zwłaszcza wtedy, gdy dłużnik zaczyna unikać kontaktu.

Kiedy wysłać wezwanie?

  • nie „po miesiącu przypominania się”,
  • lecz niezwłocznie po upływie terminu płatności lub po krótkim, jasno wyznaczonym terminie dodatkowym.

Złota zasada praktyki:

Jeżeli wezwanie nie jest gotowe do pokazania sędziemu — to znaczy, że nie jest jeszcze dobrym wezwaniem.


Krok 3: Zabezpiecz dowody, zanim znikną

W turystyce dowody bywają ulotne: ktoś zmienia mail, system rezerwacyjny archiwizuje, pracownik odchodzi. Dlatego:

  • rób PDF z kluczowych maili,
  • zapisuj potwierdzenia wykonania,
  • archiwizuj zrzuty z systemu (daty, zakres usług),
  • zabezpiecz potwierdzenia sald / uznania długu, jeśli je masz.

Najważniejsze „złoto dowodowe”: pisemne potwierdzenie długu albo „uznaję, zapłacę do…”. Takie dokumenty czasem otwierają szybsze ścieżki w sądzie.


Krok 4: Nie zwlekaj z decyzją „sąd czy jeszcze nie”

Prawda jest brutalnie prosta: im dłużej zwlekasz, tym większa szansa, że:

  • dłużnik „upłynni” majątek,
  • pojawi się fala innych wierzycieli,
  • dojdzie do restrukturyzacji albo upadłości,
  • zostaniesz na końcu kolejki (albo poza nią).

Jeśli to nie jest jednorazowe przeoczenie, tylko schemat — ruch prawny jest często jedyną realną formą presji.


Terminy przedawnienia: kluczowe, bo po czasie możesz mieć „rację”, ale bez narzędzi

To temat, który w branży jest nagminnie bagatelizowany: „spokojnie, kiedyś zapłaci”. Czasem „kiedyś” wypada już po terminie, gdy roszczenie jest przedawnione.

W skrócie (najczęstsze sytuacje w B2B — warto weryfikować konkretny typ umowy):

  • co do zasady roszczenia związane z działalnością gospodarczą przedawniają się po 3 latach (ogólna reguła), przy czym koniec terminu bywa liczony „na koniec roku kalendarzowego” — nie warto jednak grać w takie loterie; lepiej działać wcześniej.
  • roszczenia z umowy sprzedaży (typowe przy rozliczeniach „towar/usługa w pakiecie”, zależnie od konstrukcji) potrafią mieć 2 lata.
  • roszczenia z umowy o dzieło (częste przy określonych, „zamkniętych” świadczeniach) — 2 lata.
  • roszczenia z umów podobnych do zlecenia/usług mogą również iść w 2 lata w pewnych konfiguracjach.

Dlatego w praktyce przyjmij zasadę: jeśli faktura nieopłacona „wisi” dłużej niż kilka tygodni i nie ma realnej spłaty — przechodzisz na tryb formalny. Nie „za rok”.


Zabezpieczenie powództwa: kiedy ma sens

Jeżeli widzisz sygnały alarmowe (zmiana siedziby, „znikający” kontakt, nagłe „przekształcenia”, informacje o problemach finansowych), warto rozważyć zabezpieczenie — czyli ruch, który ma dać realną szansę na odzyskanie pieniędzy, zanim będzie „po wszystkim”.

To nie jest „standard w każdej sprawie”, ale w sprawach, gdzie pachnie ucieczką, potrafi być elementem kluczowym.


Gdy wchodzi upadłość: co to znaczy w praktyce (i dlaczego liczy się kolejność)

Jeżeli kontrahent wpadnie w upadłość, Twoje roszczenie zazwyczaj staje się wierzytelnością, którą trzeba zgłosić i która będzie zaspokajana według ustawowych kategorii. W uproszczeniu: nie wszyscy wierzyciele stoją w tej samej kolejce, a część roszczeń (np. pracowniczych) ma pierwszeństwo.

Dwa wnioski praktyczne:

  1. Im szybciej zareagujesz przed upadłością, tym większa szansa na realny odzysk.
  2. W upadłości nie ma „dogadywania po cichu” — liczą się formalności, terminy i dokumenty.

A jeśli „nie ma majątku”? Czyli najgorszy scenariusz i co wtedy

Czasem dłużnik jest „pusty” albo majątek jest tak obciążony, że egzekucja jest bezskuteczna. To nie znaczy, że nic nie da się zrobić, ale trzeba chłodno ocenić:

  • czy są osoby trzecie, które faktycznie kontrolowały przepływy,
  • czy były czynności „pod wyprowadzenie” majątku,
  • czy są podstawy do działań w kierunku odpowiedzialności osób zarządzających (zależnie od formy prawnej i okoliczności).

I tu ważna rzecz: ukrywanie/wyzbywanie majątku w celu udaremnienia zaspokojenia wierzyciela może mieć także konsekwencje karne (to nie jest „sprytny biznes”, tylko realne ryzyko prawne).


Podsumowanie: trzy zasady, które w turystyce oszczędzają najwięcej nerwów

  1. Nie prowadź windykacji przez komentarze/ posty na FB. To jest emocja, nie narzędzie.
  2. Terminy i dokumenty wygrywają z „obietnicą przelewu”.
  3. Działaj wcześniej niż później. Bo w sprawach o płatności „później” często oznacza „za późno”.

Jeśli chcesz, żeby branża wyglądała profesjonalnie — zaczyna się to od profesjonalnego reagowania na brak płatności. Nie po to, żeby robić awanturę, tylko po to, żeby normalnie pracować i normalnie rozliczać wykonaną pracę.


Prawnik – bez problemu, bez zamieszania

(oddaj sprawę w ręce profesjonalisty i wróć do prowadzenia biznesu)

Na pewnym etapie dochodzenia należności warto powiedzieć sobie wprost: to już nie jest zadanie dla Facebooka, mailowych ponagleń ani improwizowanej windykacji. To moment, w którym najlepiej oddać sprawę w ręce prawnika – spokojnie, bez nerwów i bez tracenia czasu.

I nie chodzi tu wyłącznie o „pozew do sądu”. Profesjonalna obsługa prawna oznacza:

  • ocenę realnych szans odzyskania pieniędzy,
  • wybór właściwej ścieżki (wezwanie przedsądowe, postępowanie nakazowe, zabezpieczenie roszczenia),
  • pilnowanie terminów, formalności i dowodów,
  • a przede wszystkim – zdjęcie problemu z głowy przedsiębiorcy, który może skupić się na swojej działalności.

Co istotne z praktycznego punktu widzenia:
koszty profesjonalnej obsługi prawnej dochodzenia roszczenia – o ile są racjonalne i uzasadnione – mogą stanowić element roszczenia dochodzonego od dłużnika. Innymi słowy: w wielu przypadkach to nie wierzyciel „dokłada do interesu”, lecz dłużnik ponosi konsekwencje tego, że sprawa trafiła na drogę formalną.

Jest w tym zresztą pewna analogia, którą branża turystyczna zna doskonale.
Tak jak:

  • imprezy turystyczne organizuje profesjonalny organizator turystyki,
  • sprzedaje je profesjonalny agent,

tak samo prawne aspekty działalności przedsiębiorcy najlepiej oddać profesjonaliście, zamiast uczyć się procedur metodą prób i błędów – zwykle na własnym portfelu.

Efekt?
Problem jest prowadzony „od A do Z”, w sposób uporządkowany, przewidywalny i zgodny z przepisami. Bez zastanawiania się, „co teraz”, „jak to napisać” i „czy na pewno tak wolno”.

Warto też wiedzieć, że ESPT ma w gronie swoich członków kancelarie zajmujące się obsługą prawną przedsiębiorców turystycznych – zarówno w Polsce i UE oraz w Turcji. Jeśli więc problem dotyczy kontrahenta zagranicznego, również w takim przypadku możliwe jest znalezienie właściwego wsparcia.

Na koniec rzecz najważniejsza:
oddanie sprawy prawnikowi to nie oznaka słabości ani „eskalacji konfliktu”. To racjonalna decyzja biznesowa, która często właśnie dzięki swojej formalności pozwala sprawę zamknąć szybciej i skuteczniej, niż wielotygodniowe próby samodzielnego działania. Prawnik podchodzi do sprawy bez emocji.

Czasem najlepszym ruchem jest po prostu… przestać się tym zajmować samemu.

Jeśli masz dodatkowe pytania i potrzebujesz pomocy odezwij się do nas! Od tego jesteśmy żeby pomagać naszym członkom w takich sytuacjach – info@espt.pl