Opisana w ostatnich dniach przez media sytuacja dotycząca lotu z Poznania do Girony pokazuje problem, z którym organizatorzy turystyki spotykają się znacznie częściej, niż mogłoby się wydawać. Jeżeli transport lotniczy jest elementem imprezy turystycznej, skutki decyzji przewoźnika mogą bowiem bardzo szybko stać się problemem organizatora, nawet wtedy, gdy nie miał on żadnego wpływu na powstanie zakłócenia.
Według relacji medialnych po wcześniejszych problemach z realizacją rejsu pasażerowie mieli zostać poinformowani o kolejnej próbie wylotu około godz. 14.00, podczas gdy samolot ostatecznie odleciał kilka godzin wcześniej. Część podróżnych miała nie otrzymać skutecznej informacji o zmianie i pozostać na lotnisku.
Nie przesądzamy przebiegu ani odpowiedzialności któregokolwiek z podmiotów uczestniczących w tym konkretnym zdarzeniu. Przypadek stanowi jednak dobry punkt wyjścia do pokazania znacznie szerszego problemu prawnego i gospodarczego.
Znaczne przyspieszenie lotu jest traktowane jak jego odwołanie
W prawie unijnym sytuacja, w której lot zostaje przesunięty na znacznie wcześniejszą godzinę, była już przedmiotem oceny Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej.
W wyroku z 21 grudnia 2021 r. w sprawie C-263/20, Airhelp przeciwko Laudamotion, TSUE uznał, że lot należy traktować jako odwołany, jeżeli obsługujący przewoźnik lotniczy przyspiesza jego odlot o więcej niż jedną godzinę. Takie samo stanowisko Trybunał przyjął tego samego dnia w połączonych sprawach C-146/20, C-188/20, C-196/20 i C-270/20.
Znaczne przyspieszenie lotu nie jest więc z punktu widzenia prawa pasażerskiego jedynie zmianą organizacyjną. Może uruchamiać prawa przysługujące pasażerowi w związku z odwołaniem lotu na podstawie rozporządzenia nr 261/2004.
Jeżeli lot jest częścią imprezy turystycznej, pojawia się drugi poziom odpowiedzialności
Sytuacja wygląda jednak inaczej, gdy bilet lotniczy nie został kupiony samodzielnie, lecz przewóz stanowi element imprezy turystycznej.
Zgodnie z art. 48 ustawy o imprezach turystycznych i powiązanych usługach turystycznych organizator odpowiada za wykonanie usług turystycznych objętych umową bez względu na to, czy wykonuje je sam, czy korzysta z innych dostawców.
Oznacza to, że podróżny nie powinien zostać pozostawiony sam sobie tylko dlatego, że źródłem problemu było działanie linii lotniczej. Jeżeli przewóz stanowi element imprezy, to właśnie organizator ma obowiązek reagować na niezgodność w jej realizacji, a w określonych sytuacjach zapewnić odpowiednie świadczenia zastępcze.
Z punktu widzenia podróżnego takie rozwiązanie jest zrozumiałe i potrzebne. Kupując imprezę turystyczną, klient nabywa pakiet usług od jednego organizatora i nie powinien być zmuszony do samodzielnego rozstrzygania, który z jego kontrahentów lub podwykonawców odpowiada za powstały problem.
Problem zaczyna się po stronie organizatora
Mechanizm ochronny ma jednak drugą stronę. Organizator może być zobowiązany do natychmiastowego działania, zapewnienia alternatywnego transportu, poniesienia dodatkowych kosztów, obniżenia ceny imprezy, a w określonych przypadkach również wypłaty odszkodowania lub zadośćuczynienia.
Może się tak zdarzyć również wtedy, gdy organizator prawidłowo wykonał wszystkie własne obowiązki, przekazał otrzymane informacje i nie miał żadnego wpływu na decyzję przewoźnika.
W praktyce oznacza to, że ekonomiczny ciężar błędu jednego przedsiębiorcy może pojawić się najpierw po stronie innego przedsiębiorcy, ponieważ to organizator pozostaje odpowiedzialny wobec podróżnego za wykonanie całej imprezy.
Prawo regresu istnieje, ale jego skuteczność to zupełnie inna kwestia
Ustawa przewiduje możliwość dochodzenia przez organizatora roszczeń od podmiotu, który przyczynił się do zdarzenia powodującego konieczność obniżenia ceny albo wypłaty odszkodowania czy zadośćuczynienia.
W teorii konstrukcja jest więc logiczna: organizator wykonuje obowiązki wobec podróżnego, a następnie dochodzi odpowiedniego rozliczenia od przewoźnika lub innego dostawcy odpowiedzialnego za problem.
W praktyce sytuacja jest znacznie bardziej skomplikowana. Organizator często musi wyłożyć środki natychmiast, podczas gdy odzyskanie ich od dużego, często zagranicznego przewoźnika może wymagać długotrwałego postępowania reklamacyjnego, a czasem również procesu sądowego.
Dlatego samo istnienie prawa regresu nie oznacza jeszcze, że ciężar finansowy zdarzenia zostaje rzeczywiście i szybko przeniesiony na podmiot, którego działanie było jego przyczyną.
Nowa dyrektywa poprawia sytuację, ale tylko częściowo
Problem został częściowo dostrzeżony w przyjętej w 2026 r. zmianie unijnych przepisów dotyczących imprez turystycznych.
Dyrektywa (UE) 2026/1024 przewiduje, że jeżeli dostawca usługi turystycznej odwołuje usługę stanowiącą część imprezy albo jej nie wykonuje, powinien zwrócić organizatorowi płatności dokonane za tę usługę w terminie siedmiu dni.
To rozwiązanie ma realne znaczenie dla płynności organizatorów. Jeżeli bowiem organizator ma obowiązek szybko rozliczyć się z podróżnym, nie powinien przez wiele tygodni lub miesięcy oczekiwać na zwrot pieniędzy znajdujących się u dostawcy niewykonanej usługi.
Zmiana nie rozwiązuje jednak całego problemu. Zwrot ceny niewykonanego świadczenia nie musi pokrywać kosztu zakupu znacznie droższego transportu zastępczego, dodatkowego zakwaterowania, pomocy udzielanej podróżnym ani późniejszych roszczeń związanych z obniżeniem ceny, odszkodowaniem czy zadośćuczynieniem.
Potrzebna jest nie tylko ochrona podróżnego, ale również skuteczny mechanizm przenoszenia kosztów na przedsiębiorcę, którego działanie rzeczywiście doprowadziło do powstania problemu.
Ochrona konsumenta i uczciwe rozłożenie ryzyka nie muszą się wykluczać
Europejskie Stowarzyszenie Przedsiębiorców Turystycznych nie kwestionuje zasady, zgodnie z którą organizator odpowiada wobec podróżnego za prawidłowe wykonanie imprezy turystycznej. Jest ona jednym z fundamentów ochrony klientów na rynku zorganizowanej turystyki.
Jednocześnie system powinien zapewniać rzeczywiście skuteczne instrumenty pozwalające organizatorowi odzyskać od odpowiedzialnego dostawcy zarówno kwoty zapłacone za niewykonaną usługę, jak i inne uzasadnione koszty będące bezpośrednią konsekwencją jego działania.
Szczególnego znaczenia nabiera to w relacjach małych i średnich organizatorów turystyki z dużymi międzynarodowymi przewoźnikami. Formalne prawo regresu nie zawsze oznacza bowiem równorzędną pozycję negocjacyjną ani możliwość szybkiego odzyskania należności.
Przypadki takie jak opisany w Poznaniu pokazują więc znacznie szerszy problem niż pojedyncze zakłócenie lotu. Dotykają sposobu, w jaki europejski system prawa turystycznego rozdziela odpowiedzialność pomiędzy podróżnego, organizatora turystyki i rzeczywistego dostawcę usługi.
Ochrona podróżnego powinna pozostać skuteczna. Równie skuteczny powinien być jednak mechanizm pozwalający przedsiębiorcy, który wykonał swoje obowiązki wobec klienta, przenieść ostateczny ekonomiczny ciężar zdarzenia na podmiot, który faktycznie je spowodował.
Pełna analiza prawna: zasady kwalifikacji znacząco przyspieszonego lotu, prawa pasażera wynikające z rozporządzenia 261/2004, odpowiedzialność organizatora oraz zakres roszczeń podróżnego szczegółowo omawia publikacja Fortis Legal: „Samolot odleciał bez pasażerów. Kto odpowiada, gdy lot jest częścią imprezy turystycznej?”









